Miłość do zwierząt była w naszym domu od zawsze.

Miłość do zwierząt była w naszym domu od zawsze. Zaczęło się od kotki Rodziców.
Gaja została wzięta jako biało-bury okruszek z domu tymczasowego Pani Bożeny Wahl, gdy byłam nastolatką a zatem już dawno dawno ;) . To zawsze był kot Mamy, ją sobie wybrała na najważniejszą w domu. Gaja dożyła dość niezwykłego jak na kota wieku około 20 lat i już ze starości, chorób wewnętrznych i ślepoty niedawno odeszła.
W naszym domu zaczęło się od dwuletniego Furkota z Kociego Azylu w Konstancinie – (['_trackEvent','outbound-article','http://101kotow.pl']);">http://101kotow.pl/ – Kota przez duże „K”. Nie chcieliśmy małego kociaka, woleliśmy dać dom już nieco starszemu kotu. Kto go miał okazję poznać ten potwierdzi – król każdej imprezy, zawsze bez ceregieli na kolanach u gości, też takich którzy uporczywie twierdzili, że oni kotów nie lubią. Po spotkaniu z Furkotem mówili z pewnym ociąganiem, że co prawda koty to nie to, co lubią ;) ale jego to by chętnie przygarnęli więc gdybyśmy się rozmyślili to oni są chętni na adopcję :D . Kocur rządził stadem, ale też z wielką troskliwością jako pierwszy przyjmował po wyjściu z izolacji adaptacyjnej zagubione w nowym środowisku Tymczasy. O tak, wylizywaniom, zabawom i wspólnemu spaniu nie było końca. Pozostałe zwierzaki, dopiero po tym ośmielone, również zaczynały dopuszczać do siebie nowego kociaka.
Niestety, nasz koci numer Jeden jakiś czas temu odszedł, zabrał go chłoniak i pozostawił nas w głębokiej rozpaczy. Czas jednak i życie codzienne jakoś pozwoliły złagodzić ból, ale wspomnienia są nadal piękne, tak jak on był. Nasz pierwszy w końcu…
Podczas adoptowania Furkota Pani Irena Jarosz bardzo nas namawiała na dwa koty od razu – by się już znały i nie czuły samotne. My jednak, na samym początku roku szkolnego Syna, twierdziliśmy że okołoszkolne wydatki – podręczniki, baseny, ubezpieczenia itd ;) są w tej chwili tak duże, że póki co nie stać nas na dwa koty, że za jakiś czas na pewno, bo chcemy mieć więcej zwierząt,  ale nie teraz. Fukoś dość szybko po adopcji rozchorował się nam ze stresu – cewnikowanie, narkoza, leki, karma… W tamten tydzień na leki wydaliśmy tyle pieniędzy, że można by było kupić jakąś małą wyspę na tropikalnych wodach ;) . Gdy tylko wyzdrowiał zaczęliśmy oglądać koty do adopcji.  Kika trafiła do nas jako półroczna totalnie dzika i skrzywdzona przez los koteczka. Na dźwięk głosu, szybszy ruch ręką uciekała od razu na wysoką szafę. Obecnie to nasza królewna, kochająca mizianki, bardzo łagodna i trochę ciapowata ;) .
Jakieś trzy miesiące po przyjściu Kikuni nastała Studencia, początkowo zwana Studentem – bo wzięliśmy go z Katowic, jako chłopaka ;) . Pewnego razu patrzymy a nasz kochany kocurek ;) zadziera ogon i zaczyna miauczeć jak kotka podczas rujki. No i tak, weterynarz potwierdził, że to koteczka ;) . Studencia mieszkała jako kociak w bazie transportowej, była bardzo nieufna, płochliwa i sycząca. Długo nam zajęło oswojenie jej, na szczęście dobre relacje z Furkotem i Kikunią przyspieszyły to, że zaczęła nam bardziej ufać. Do łózka jednak, na mizianki przyszła dopiero po pół roku od pierwszego dnia u nas. Z uwagi na jej strachliwy charakter i „zwykły” bury kolor nie było chętnych na nią, ponieważ została przez nas wzięta jako kociak do oddania. Po roku u nas stało się jasne, że ogłoszenia adopcyjne nie przynoszą efektów i została jako trzeci kot. Teraz to kocinka, która wręcz wrzaskiem domaga się głaskania, często po prostu nas budząc, bo dokładnie o 4.12 am ;) musi być miziana i koniec.
Kolejnym tymczasem została Emi (imię wymyślił Syn, z popularnej wtedy bajki dla dzieci pt. „Sonic X” (to już naprawdę tyle lat minęło?? Obecnie Michał ma 16 lat, mówi barytonem i ma 175 cm wzrostu). Emilka trafiła do nas z miotu dzikiej kotki, którą złapała do wyleczenia i sterylizacji Jana. Miot liczył pięć koteczek, wszystkie słodkie jak miód i psotne jak brygada małych diabełków bo kilka dni   wszystkie dziewczynki były u nas. Pozostała u nas Emilka – również z intencją oddania jej do dobrego domu do adopcji. No bo trzy nasze ówczesne koty czyli Furkot, Kika i Studencia to hoho – trzy koty to już dużo i na czwartego miejsca nie ma ;) . Emilka jednak wiedziała co robi i swoimi słodkimi oczętami, dawaniem buziaków i ogólnie charakterem łączącym cechy człowieka, psa i kota czyli mega towarzyskość, mądralinskość ;) i stałe niemal przyklejenie do człowieka spowodowała że została. A Jana, od której mamy Emilkę, jest obecnie wolontariuszkę w Koterii. (['_trackEvent','outbound-article','http://koteria.org.pl']);">http://koteria.org.pl/index.htm.
OK, cztery koty – damy radę chyba ;) . Wiadomo, szczepienia, sterylizacje trzech kotek, zabezpieczenie okna w poprzednim mieszkaniu na Woli – wszystko to były duże koszty. Za to radość, którą dawały nam koty i to, że Michał od siedmiolatka  wychowywał się ze zwierzętami, ucząc się delikatności, odpowiedzialności za zwierzę i to, że przy zwierzaku się świetnie zasypia sprawiło, że na koszty się nie patrzyło i nadal się nie patrzy ;) .
Obiecaliśmy sobie jednak z Mężem, że cztery koty to będzie taka nasza już niezmienna ilość i że kolejne koty będą już na pewno tylko Tymczasami, by zawsze było miejsce na jakiegoś potrzebującego zwierzaka.
Słowa słowami a życie życiem ;) ale o tym… to już wkrótce :))) .