Dzienne archiwum: Lipiec 4, 2014

Bracia.

Jajek i Dodek są u nas od czterech lat. Po próbie utopienia zostały odebrane i zawiezione przez dobrą duszę do Kociego Azylu, skąd przejęliśmy je na dom tymczasowy.
Bracia po takich przejściach długo nie mogli nam zaufać, mimo bardzo młodego wieku – około 5 miesięcy.
W końcu rozmiziane, podchowane, zaszczepione zaczęły szukać domu, bo już mieliśmy swoją gromadkę ;) .
Trafił się domek pod Warszawą, który zakochał się w chłopakach poprzez ogłoszenie adopcyjne w internecie. Nadszedł dzień pożegnania z Jajkiem (bury) i Dodkiem (czarnulek), mocno to przeżyliśmy ale tłumaczyliśmy sobie, że lepiej im będzie z rodziną, gdzie będą tylko we dwóch, nie z naszą czeredą.
Państwo dostali zalecenia zoopsychologiczne dla kociaków, by nasza praca nie poszła na marne w dalszym oswajaniu i zostały.
Przez prawie pół roku byliśmy karmieni kłamstwami, że wszystko OK, że się oswajają i polubiły nowy dom, fotki też czasem były. W końcu przyszedł moment, gdy pani powiedziała że następnego dnia przywozi nam koty, bo są agresywne, warczą a tak w ogóle to ona jest w ciąży i boi się o dziecko.
Byliśmy tak zszokowani, że długo zachodziliśmy w głowę o co poszło.
Koty przyjechały następnego dnia rano. Wiele nie rozmawialiśmy, bo i o czym tu było rozmawiać… Po wyjściu z transporterka oba się szybko schowały pod kanapę, ale wyszły po kilku minutach – poznały nas i miauczenie kotów zza drzwi. Naszym oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy :( . Brzydkie futro, sypiące się i koty chodzące nisko po ziemi ze strachu. Nie chcę już o tym nawet myśleć. Państwo nie zrobili nic z moich zaleceń, „agresywne i warczące” koty kilka minut po wyjściu już nam leżały na kolanach i były myte na powrót do domu ;) przez resztę zwierzaków.
Baliśmy się już ich oddawać, by znów się nie sparzyć na nieudanej adopcji więc zostały już jako nasze futrzaki.
Jajek nadal jest nachalnym wręcz miziakiem <3 Dodek zaś jeszcze na głośniejsze słowo lub podniesienie ręki ucieka, ale za chwilę wraca.